Wywiad z Mariuszem Wachem – Po co trenować, nie będąc zawodnikiem? Dla relaksu!

Akademia Boksu

Po co trenować, nie będąc zawodnikiem? Dla relaksu! – Mariusz Wach o obozie Akademii Boksu, widokach na walkę z Briedisem, Arturze Szpilce i zmaganiach pięściarzy z depresją 

 

– Jestem, jestem! Przepraszam, że nie odebrałem wcześniej, ale gram w filmie i byłem zajęty! – zaczyna rozmowę Mariusz Wach, były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej, zawodnik z tytanową, legendarną wręcz szczęką, nadal gorące nazwisko europejskiego boksu. – A kogo grasz w tym filmie? Policjanta, złodzieja? – dopytujemy. – Bandziora! – śmieje się w swoim stylu dwumetrowy zawodnik rodem z Krakowa. Przeczytaj, co „Wiking” mówi o obozie Akademii Boksu Krzysztofa Chudeckiego, swoim powrocie, Arturze Szpilce, typach na starcia Joshui z Usykiem i Fury’ego z Wilderem.

 

Michał Kopiński: 21 sierpnia rozpoczniesz wraz z Akademią Bosku Krzysztofa Chudeckiego obóz w Wydminach na Mazurach, gdzie wyjątkowo dla siebie jedziesz nie jako przygotowujący się do walki pięściarz, a jako prowadzący zajęcia. Trenowanie zawodników ćwiczących rekreacyjnie, czasami wręcz zaczynających swoją przygodę z szermierką na pięści, to rozrywka, sposób na poznanie nowych ludzi, czy przymiarki do pracy trenera w przyszłości?

Mariusz Wach: – Takie obozy są coraz popularniejsze, byłem już na kilku, tak w kraju, jak i za granicą. Masz rację, że często spotyka się tam osoby, które nie mają jeszcze o boksie zielonego pojęcia. Czy to przymiarki do pracy trenera? Powiem tak: nie wypaliłem się jeszcze jako zawodnik, nadal chcę walczyć. Po skończonej karierze, kiedy zawieszę rękawice na kołku – dlaczego nie? W końcu pracowałem z wieloma świetnymi trenerami, do kilku walk przygotowywał mnie były mistrz świata w wagach półciężkiej oraz ciężkiej, Michael Moorer – warto będzie to doświadczenie wykorzystać i coś innym przekazać. To ostatnie, czyli umiejętność przekazania wiedzy, jest zresztą u trenera ważniejsze niż to, co sam potrafi w ringu. Jednak na ten moment Mariusz Wach to czynny zawodnik, a jako trener jadę tylko na obóz z Akademią Boksu Krzysztofa Chudeckiego.

 

Dekadę temu w takim Poznaniu boks można było trenować w sekcjach albo w klubach sportowych – ale wyłącznie na poważnie. Obecnie w miejscach w stylu Akademii Boksu Krzysztofa Chudeckiego trenują w całym mieście setki osób, nawet takich, które wcześniej nie miały nic wspólnego ze sportami walki czy ze sportem w ogóle. Jak oceniasz ten trend?

– Faktycznie widać taką tendencję. To fajna sprawa i pozytywne zjawisko, pod jednym warunkiem: trzeba zwracać uwagę, kto jest Twoim trenerem, bo liczba tych ostatnich rośnie równie szybko, jak liczba osób trenujących rekreacyjnie. Kiedyś, lata temu, robiłem kurs instruktora boksu. Z około 20 osób znałem – a przecież siedzę w boksie większość życia – jedną, reszty nie. Co więcej, większość z tych osób nie miała o boksie pojęcia, ktoś był parę razy na treningu, ktoś coś tam oglądał… Chcesz trenować, to niezależnie od poziomu, do którego aspirujesz – rekreacyjnego, amatorskiego, zawodowego – trenuj u sprawdzonych trenerów. Oczywiście oni inaczej traktują trenujących chłopaków, którzy chcą zostać zawodowcami czy osiągnąć coś w boksie olimpijskim – tam nie ma głaskania, zdarza się na kogoś nawrzeszczeć. Co innego, kiedy ktoś trenuje typowo rekreacyjnie. Rozumiemy to (śmiech).

 

Po co mam trenować boks, jechać na tydzień na taki obóz jak Akademii Boksu Krzysztofa Chudeckiego, skoro nigdy nie zostanę zawodowym pięściarzem – pytają 30-latkowie, studenci, chcące wrócić do formy młode mamy. No właśnie: po co?

Tu mam bardzo prostą odpowiedź: dla relaksu! Boks to nie tylko ciężkie treningi, to również fajna odskocznia od pracy w biurze, na budowie, od nauki. Kilka procent z tych, którzy zaczynają boksować, zostaje zawodnikami. Ale boks wszystkim daje rzeczy, po które warto sięgnąć: odporność, koleżeństwo, pewność siebie.

 

Zacząłeś od tego, że jesteś i w najbliższym czasie zamierzasz być czynnym zawodnikiem. Co dalej z Twoją karierą? Masz 41 lat, nadal bardzo dobry rekord, na rozkładzie kilku świetnych pięściarzy, a i w przegranych walkach potrafiłeś zdobywać serca kibiców – jak z Władimirem Kliczko, który nie mógł uwierzyć, że po tylu ciężkich ciosach nadal stoisz, czy z Dillianem Whitem, który chyba Cię zlekceważył i mógł za to słono zapłacić. Co dalej z karierą „Wikinga”?

Wiesz co… Rzadko o tym opowiadam, zwłaszcza dziennikarzom, ale prawda jest taka, że do wielu spośród tych przegranych walk wychodziłem z jakąś kontuzją. Tu coś miałem z ręką, tam z nogą… W każdym razie zamiast się żalić, wchodziłem do ringu i zostawiałem w nim serducho. I nadal zamierzam to robić, niestety ostatnio walczę głównie z ograniczeniami pandemicznymi. 29 maja miałem mieć na Łotwie bardzo ciekawą walkę z Mairisem Briedisem, ale z powodu pandemii została przełożona o cztery miesiące. Chyba w ogóle do niej nie dojdzie, bo na osiem tygodni przed nowym terminem powinienem mieć konkretne informacje, a nic nie wiem. Ale spokojnie: promotorzy zawodników nadal do mnie dzwonią, kibice zobaczą mnie przed końcem roku w ringu.

 

Rewanż z Arturem Szpilką jest jedną z opcji? W opinii wielu przegrałeś tę walkę bardzo kontrowersyjnie, z drugiej strony – nie wykorzystałeś szansy i nie znokautowałeś Artura, mimo że w ostatniej rundzie ledwo stał na nogach.

Masz rację, przegrałem tę walkę trochę na własne życzenie… Po walce ze Szpilką mówiłem, że rewanż z nim wezmę choćby za darmo. Później ciśnienie spadło i przestałem o tym myśleć. Gdyby jedna pojawiła się możliwość tej walki: biorę ją. Z tym że na teraz takiego tematu nie ma.

 

Inni Polacy też wchodzą w grę? Nigdy nie było walki Wach-Adamek, a Tomek nadal nie skończył kariery, ma wrócić, nawet na trzy walki, i pożegnać się z kibicami. Tę walkę też byś wziął?

– Wiesz co, dla mnie przeciwnik to przeciwnik. Mniej ważne, czy jest Polakiem. Nie wiem, czy Tomek Adamek trzyma formę, nie myślałem o takim starciu.

 

Przed nami jesień i wielkie walki w wadze ciężkiej na najwyższym poziomie, starcia Joshua-Usyk i Fury-Wilder III. Z Anthonym Joshuą i Tysonem Furym miałeś okazję sparować. Jakie są Twoje typy?

– Joshua to naprawdę silny chłopak, więc wywodzący się z niższej kategorii Usyk pomimo swojej szybkości i techniki nie będzie faworytem. Zdecyduje siła. Z tego samego względu uważam, że mimo zwycięstwa w drugiej walce z Wilderem, w trzeciej Tyson Fury nie powinien nawet mrugnąć… Wystarczy ułamek sekundy i nieludzka siła Wildera może zakończyć sprawę.

 

Jeszcze przed drugą walką z Wilderem Tyson Fury wydał biografię „Bez maski”. Opisał w niej swoją wstrząsającą walkę z… depresją. Wielki zawodnik, ponad 2 metry wzrostu i ponad 115 kg wagi, przekonywał, że w tej walce rozmiary nie mają żadnego znaczenia. Ostatnio karierę z powodu depresji przerwał na pewien czas młodziutki, niesamowicie popularny w USA Ryan Garcia. Jak oceniasz kondycję psychiczną polskich pięściarzy? W razie potrzeby mają zapewnioną pomoc?

– Sam nie miałem typowej depresji, ale takie delikatne stany depresyjne… Tak, zdarzają się. Nawet po wygranej walce – ale nie w takim stylu, jakby się chciało – człowiek zamyka się w domu, siedzi w fotelu… To nie jest łatwe. Siedzisz, myślisz, czytasz, co o tobie piszą… Pomoc dla pięściarzy? Często jest tak, że o czymś takim wiedzą tylko najbliżsi.

 

Zgadzasz się z Furym, że pięściarze nie powinni grać macho i bez wahania pierwsze kroki w takich sytuacjach powinni kierować do specjalistów?

Tak. Jeżeli ktoś ma stany depresyjne, już sam fakt, że wstanie, ubierze się i wyjdzie z domu dobrze mu zrobi. Iść do ludzi, rozmawiać – to jest rozwiązanie. A najlepsze to porozmawianie ze specjalistą. Tak jest przecież ze wszystkim – jak stawiasz dom, to nie zaczynasz od wynajęcia hydraulika, tylko idziesz do murarza. Jeżeli pięściarz, aktywny czy były, ma depresję lub stany depresyjne, powinien iść do psychologa.

 

Ostatnio modne są pięściarskie powroty po latach. Mike Tyson wrócił i walczył z Royem Jonesem Juniorem, wraca Oscar De La Hoya, w Poznaniu w walce pokazowej z Mariuszem Biskupskim pokaże się po latach organizator Waszego obozu, Krzysztof Chudecki. Jak patrzysz na tego typu walki?

– Każdy były pięściarz tęskni za adrenaliną, więc rozumiem te powroty, choćby na walki pokazowe. Żeby walczyć, trzeb przez kilka tygodni trenować, porządnie się przygotować, być w formie. Dlatego doskonale rozumiem Krzysia Chudeckiego, z którym latami jeździłem na obozy pięściarskie, kiedy był zawodnikiem, oraz wszystkich innych wracających pięściarzy. Powodzenia chłopaki!

Rozmawiał: Michał Kopiński